„Momo”. Odrobina horroru na co dzień czy coś więcej?

Jeśli usłyszycie od swego dziecka hasło „Momo”,  warto podwoić czujność – niezależnie od tego, czy wierzycie w poważne zagrożenie powodowane przez tę postać. Należy przypomnieć dzieciom, by nie przyjmowały podejrzanych zaproszeń do grona znajomych albo dodania do kontaktów, nie dzwoniły pod przypadkowe numery, nie podawały swoich danych, nie klikały w atrakcyjne z ich punktu widzenia linki.

Momo stała się horrorem Internetu w 2018 roku. Odnotowano, że zagrożenie zostało zgłoszone w Stanach Zjednoczonych, Francji, Meksyku, Niemczech oraz Argentynie. Polska policja również ostrzega rodziców i placówki szkolne przed potencjalnymi niebezpieczeństwami, związanymi z rosnącą popularnością Momo w sieci.

Od dzieła sztuki do odrobiny horroru na co dzień

Nie wszyscy są przekonani o tym, czy Momo – połączenie nienaturalnej, groteskowo groźnej twarzy kobiecej z tułowiem ptaka – jest rzeczywiście niebezpieczna. Bo istnieje naprawdę. To rzeźba, stojąca w japońskiej Vanilla Gallery. Spopularyzowana dzięki Instagromowemu wpisowi,  postać podziałała na wyobraźnię wielu ludzi na całym świecie – i zaczęła żyć własnym życiem. Wcielenia Momo można obejrzeć jako straszaka na kanałach YouTube (np. w parodii popularnych kreskówek). Można do niej zadzwonić (choć znaleziony w sieci „numer do Momo” nie odpowiadał). Pojawiły się historie o tym, że Momo oddzwania i szepcze „zabiję cię” (albo że takie nagranie można usłyszeć w poczcie głosowej). Odrobina grozy na co dzień, jak wiele lat temu czarna wołga. Osobliwe, trudne dla osób bardziej wrażliwych, dzieci się boją… ale przecież jeszcze nie groźne.

Momo wchodzi do gry?

Jest też druga strona tej historii. Nie tylko policja, ale i eksperci z zakresu cyberbezpieczeństwa ostrzegają, że popularność Momo może zostać wykorzystana do celów nieetycznych. Istnieje zagrożenie, że postać ta pojawia się w grze – Momo Challenge (Wyzwania Momo). Wyzwania przyjmują formę wirusa rozprzestrzeniającego się za pomocą mediów społecznościowych. Użytkownicy podszywają się pod Momo, kontaktując się z dziećmi i młodzieżą w serwisie WhatsApp oraz zachęcając do dodania w swoich kontaktach. Po dodaniu postaci do kontaktów automatycznie pozwala się aplikacji na zainfekowanie urządzenia. Przez to wydobywane są prywatne dane. Następnie użytkownik zaczyna otrzymywać szereg wiadomości graficznych oraz wideo o charakterze psychodelicznym, zawierającym groźby i polecenia. Ma to miejsce aż do czasu wycofania się z „gry”. Jednak podjęcie takiego działania powoduje wzmożoną aktywność Momo. Wiadomości przyjmujące formę szantażu mogą doprowadzić do samookaleczenia graczy, a w najgorszych przypadkach do popełnienia samobójstwa.

Wiele osób uważa, że internetowe gry-wyzwania prowadzące do samobójstwa to legenda miejska, być może z ziarnem prawdy. Podobną zgrozę – i podobnie według wielu osób „nadmuchaną” – budził Niebieski Wieloryb, opisywany jako gra, która po serii groźnych wyzwań miała doprowadzić do samobójstw ok. 200 dzieci i nastolatków (szczególnie na Ukrainie i w Rosji).  Niektórzy eksperci przestrzegają też, że sztuczna popularyzacja podobnych zjawisk może przyczynić się do większego nimi zainteresowania (bardzo ciekawe wnioski znajdziecie w raporcie Dyżurnetu).

Przez grozę do mądrego użytkowania

Wielu rodziców pewnie zetknie się z Momo – najczęściej z którąś z mrocznych historii z podwórka (dzieci będą pokazywały sobie „nielegalne” zdjęcia, powierzały straszne tajemnice o groźbach Momo etc.). Warto ją wykorzystać jako pretekst do rozmowy o cyberbezpieczeństwie. Wytłumaczmy dzieciom, że za pozornie atrakcyjnymi (w tym kuszącymi grozą i niesamowitością) zjawiskami w internecie mogą ukrywać się osoby o złych intencjach. Wyjaśnijmy, jak naiwne, ale i groźne w skutkach może być przyjęcie podejrzanego zaproszenia do grona znajomych, kliknięcie atrakcyjnej wiadomości, udostępnienie swoich danych. Ważne jednak, by robić to bez niepotrzebnego epatowania grozą.

Źródło: Bitdefender, opracowanie redakcyjne

Dodaj komentarz